Ale jeśli powiem sobie tak: "To, w czym jestem teraz, to jest mój wybór. Muszę to zmienić za wszelką cenę. Dlatego muszę jeszcze trochę wytrzymać i to przetrwać" – niby brzmi podobnie, ale nie jest to zdrowy dorosły. To tryb wewnętrznego wymagającego głosu. Tego samego, który doprowadził do już istniejącej sytuacji stresu. Słowa niech pachną tak. pięknie jak kwiaty. przy których ludzie. zginają kolana. jak przywaleni ogromem zachwytu. jeszcze niepewni czy ktoś ich nie zwodzi. Słowa niech będą niby wiejskie chleby. tak smaczne że wszyscy wyciągają ręce. by czeluście głodu nakarmić do końca. Nie do końca zawsze zapisujemy rozdzielnie. W tym wyrażeniu każde ze słów jest osobne. Sformułowanie nie do końca stanowi tak zwaną frazą przysłówkową. Wszystkie konstrukcje wyrazowe tego typu zapisujemy rozdzielnie. Warto jednak nauczyć się prawidłowej pisowni, dzięki temu nie popełnimy błędu przy pisowni wyrażenia nie do Położna: Niby matka taka święta, ale tak naprawdę wszystkiemu winna [ROZMOWA] Joanna Biszewska 26.05.2017 08:07. Siostrzeństwo byłoby profilaktyką trudnych stanów emocjonalnych w połogu, które przeżywamy w samotności. Kobiety mają dużo do odbudowania w swoich relacjach, położne też mają w tym niemałą rolę. Nie pracuję, bo nie muszę. Już. Napracowałam się przez lata, teraz odpoczywam i dbam o siebie. Każdy robi, jak uważa i nikomu nic do tego. Niby fajnie ale jedna nie do końca Zaloguj Najlepsze memy, śmieszne filmiki, gify i wiele więcej z tagu #Ale nie do końca. Codziennie dostarczamy najświeższy sort memów na viralowe tematy z obecnych wydarzeń. Na rysunku jest wynik prowadzącego blog. Te +/- 3 dB to nie jest tak do końca faktyczna tolerancja, bo z tego korytarza "wyjeżdża" 70 Hz i 11 kHz, ale to są detale i pomieszczenie do domowego słuchania, a nie pracy studyjnej. Problem polega na tym, że to nie jest faktyczny rezultat, pomijając sposób w jako został ten korytarz narysowany. Cześć, założyłam ten topic bo od dłuższego czasu próbuję zrozumieć swoją sytuację i na wszelkie możliwe sposoby chcę to sama ogarnąć ale jakoś się nie daje. Niby raz dobrze, a za Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to piszę o nim na swoim blogu. Żeby się na niego dostać trzeba skopiować poniższy link i wkleić w przeglądarce, usunąć wszystkie spacje i dopiero wtedy kliknąć enter ;) https :/ /czar-indii . blogspot . com/2020/09 /good- newwz-moze-jednak-nie-takie-dobre. html Niby oczywiste, ale nie do końca, większość klientów będzie szukało nazw zachodnich producentów w podzespołach, i najłatwiej było by tak argumentować, jednak my nie należymy do tych firm które płyną z prądem rzeki. 3odg. “Niby to trzecia płyta, ale taka nie do końca” Wywiad z Mariuszem Dudą (Lunatic Soul). Uwolnij Muzykę! Wrażliwości raczej nie można się nauczyć. Skąd więc ona w Tobie? Mężczyźni to raczej ta brutalniejsza płeć. Podstępne pytanie. Jestem pod ścianą. Z jednej strony chciałbym teraz powiedzieć, ale ja też potrafię być brutalny, zobacz, i kopnąć coś. Z drugiej faktycznie skażony jestem wrodzoną melancholią. I nie wiem, czy wzięło się to z wiecznie nieodpowiedniej pogody za oknem, czy z przytłoczenia polską mentalnością. Wiem za to jedno – czasami wzruszam się na filmach wojennych. Uwolnij Muzykę! Skąd czerpiesz inspirację? Kiedy zaczynałem z Riverside 10 lat temu od razu na początek stworzyliśmy stronę internetową, gdzie umieściliśmy swoje notki biograficzne. Pamiętam, że przy “inspiracjach” napisałem “te dobre i złe chwile w życiu”. Nic się pod tym względem nie zmieniło. To chyba najważniejsze źródło. Oczywiście są jeszcze wytwory wyobraźni innych ludzi pod postacią muzyki, filmów, książek czy gier. Wszystko, co audiowizualne wchłaniam niczym gąbka. Uwolnij Muzykę! Gdyby nie muzyka, to.. Film. Pewnie zająłbym się kręceniem jakiegoś offowego wykrętu. Zresztą kiedyś i tak to zrobię. Uwolnij Muzykę! Utwory na “Impressions” brzmią trochę jak soundtrack. Czy tworzyłeś je z myślą o filmie, czy szczególnych wydarzeniach, do których by pasowały? Tworzyłem je z myślą o historii zawartej na czarno-białym dyptyku. Ta płyta to jej uzupełnienie, rzeczywiście chyba najbardziej filmowe ze wszystkich płyt. Uwolnij Muzykę! Dlaczego w żadnej z piosenek z “Impressions” nie ma wokalu? Początkowo nie traktowałem tego materiału jako kolejnej płyty. Stworzyłem czarno-biały dyptyk, a nie kolejną trylogię. “Impressions” miało być głównie wydane tylko w formie bonusów do czarnego i białego albumu, po cztery impresje i jeden remiks na głowę. Kiedy jednak okazało się, że szkoda tego materiału w ten sposób “marnować” i zapadła decyzja, że lepiej będzie wydać materiał jako osobną płytę, zdecydowałem, że zachowam wszystko głównie w wersji instrumentalnej. Dzięki temu owszem, niby to trzecia płyta, ale taka nie do końca (śmiech). Uwolnij Muzykę! Dlaczego poszczególne piosenki nie mają indywidualnych tytułów, a są opatrzone zaledwie kolejnymi numerami? Żeby jeszcze bardziej podkreślić ich instrumentalny charakter. Żeby każdy mógł sobie to wszystko po swojemu zinterpretować. Żeby było inaczej. Uwolnij Muzykę! Tytuły albumów są mega proste, szczególnie dwóch pierwszych: “Lunatic Soul”, “Lunatic Soul II”… Dopiero ostatni album “Impressions” wyłamuje się. Dlaczego właściwie nie jest to “Lunatic Soul III”? Bo tak jak wspomniałem, nie chciałem robić z tego trylogii. Stworzyłem płytę czarną i białą, dyptyk o umieraniu, który nazywa się po prostu “Lunatic Soul”. Obie płyty nie mają tytułów, bo dotyczą jednej i tej samej historii. Różnią się tylko kolorami okładek. Umówmy się, “Lunatic Soul II” to nie jest tytuł drugiej płyty, tak po prostu została płyta nazwana przez dziennikarzy i słuchaczy, żeby im się nie myliło. Ten etap był już naprawdę zamknięty. Tylko że miałem jeszcze te niewykorzystane pomysły w starym stylu. No i teraz tak: firma chce wydać to jako normalną płytę, ja nie chcę, żeby to była normalna płyta, bo się zrobi z tego “Lunatic Soul III” i podejrzenie o odcinanie kuponów, z drugiej strony kolejne wydawnictwo sprawi, że faktycznie więcej osób się tym zainteresuje. Spróbowałem pójść na kompromis i w ostateczności płyta ukazała się tylko w Kscope, nie była promowana tak jak poprzednie dwie. Docierają do niej tylko ci, którzy są tym tematem zainteresowani i basta. Uwolnij Muzykę! Wyczuwam w utworach wpływy kultury z całego świata, od Irlandii po Daleki Wchód. Słusznie? Skąd one się wzięły? Myślę, że z moich pierwszych muzycznych inspiracji, takich jak Dead Can Dance, Clannad, Hedningarna. Zawsze podobały mi się te orientalne zagrywki, wstawki i rytmika – kotły, konga i wszelkiej maści przeszkadzajki. Od dziecka interesował mnie rytm. Ten pierwotny, kojarzący się z plemiennym obrzędem, rytuałem, tańcem wokół ognia. Jestem tym zainfekowany. Uwolnij Muzykę! To już druga Twoja płyta w tym roku. Nie bałeś się, że fani będą przesyceni nadmiarem Twoich produkcji? Te moje produkcje to raczej takie zamykanie rozdziałów. To nie były duże płyty. Z Riverside zamknęliśmy rozdział związany z naszym 10-leciem, nagraliśmy więc płytę w starym stylu. Lunatic Soul to suplement do wcześniejszego dyptyku. Nie było tu nowatorstwa i trzęsienia ziemi. Poza tym obydwa wydawnictwa są stosunkowo krótkie. Wątpię, żeby nastąpił tu przesyt. Niedosyt raczej (śmiech). Uwolnij Muzykę! Planujesz już materiał na kolejne wydawnictwo? Tak. W tej chwili jestem w trakcie komponowania materiału na piątą płytę Riverside. Ale zaraz potem zapewne znowu przeniosę się do świata projektów studyjnych. Uwolnij Muzykę! Czy przy okazji trzeciej płyty jest szansa na jakieś koncerty Lunatic Soul? Jeszcze nie. Myślę, że na lunatyczne koncerty wybiorę się dopiero, kiedy stworzę płytę, po której grzechem byłoby nie wyruszyć w trasę. A uważam, że jest jeszcze trochę pracy przede mną. Uwolnij Muzykę! W jednym z wywiadów powiedziałeś, że “Lunatic Soul” zamyka pierwszy muzyczny rozdział w karierze zespołu”. Czy to oznacza, że w najbliższym czasie mamy nie spodziewać się kolejnego wydawnictwa? Teraz zajmuję się Riverside. Od ostatniej płyty minęły juz prawie trzy lata, najwyższy czas zrobić coś nowego z chłopakami. Do Lunatic Soul powrócę dopiero po piątej lub szóstej płycie Riverside. Nie chcę nagrywać kolejnego albumu w tym samym stylu, muszę zrobić dłuższą przerwę, by nagrać inny album niż “dyptyko-trylogia” o umieraniu. Uwolnij Muzykę! Jakie były reakcje członków Riverside na Twoją twórczość solową? Nie obrazili się, jeśli o to pytasz (śmiech). Akurat tak się szczęśliwie złożyło, że chłopaki rozumieją moje wewnętrzne potrzeby, więc nie mamy na tej płaszczyźnie konfliktów. Zresztą u nas każdy może sobie nagrywać płyty solowe. Pod warunkiem, że nie wpadnie na taki pomysł w środku trasy koncertowej. Uwolnij Muzykę! Jak doszło do współpracy z wytwórnią Kscope? Trudno dostać się między takich twórców jak Ulver czy Porcupine Tree? Ze swojego punktu widzenia powiem Ci, że nie, bo ja dostałem się bez problemu. Przesłałem do Kscope swoje nagrania, szefowie posłuchali i stwierdzili, że bardzo im się podoba i zapytali, czy nie chciałbym u nich wydawać. Nie miałem innej alternatywy, więc powiedziałem: “Jasne, dlaczego nie?” To była krótka piłka. Ale Lunatic Soul jest w Kscope prawie od początku reaktywacji tej firmy, więc teraz, kiedy firma się rozrosła i pojawili nowi artyści jak Ulver czy Anathema, może już nie byłoby tak łatwo? (śmiech). Uwolnij Muzykę! Dziękuję pięknie za wywiad. Wywiadywała: Maria Grudowska foto: materiały prasowe Zadowoleni? Ja niby tak, a jednak nie do końca. To był inny mecz niż z Atromitosem, mimo to czuję się podobnie jak wtedy. Przed meczem byłbym zadowolony z czystego konta, a po meczu okazuje się, że spokojnie mogło być jeszcze lepiej. Na wstępie mam prośbę do wszystkich Mirków: dalej piszcie, że Rangers pewniaczek i darmowe pieniądze. Zadziałało już trzy razy (dwa z Atromitosem i teraz z Szkotami), a brakuje nam już tylko ostatniego kroku. Wierzę w was, że na pewno coś wymyślicie. Ja generalnie nie chcę zniżać się do poziomu dyskusji, jaki tutaj jest. Jeżeli ktoś liczył na to, że Legia będzie broniła tak samo jak Midtjylland, to się rozczarował i dobrze mu tak. Oczywiście sam byłem pod wrażeniem tego, jak Rangers rozprawili się z Duńczykami. Ale jak przyszło co do czego, to okazało się, że znowu nie było się czego bać. Te wszystkie porażki z anonimowymi zespołami (rzecz jasna nie tylko nasze) sprawiły, że każdy zespół z rozpoznawalną nazwą albo z lepszej ligi jest z góry uznawany u nas za bardzo mocny. A może to jakieś kompleksy wobec zagranicy, nie wiem. Tymczasem Rangers ani nie byli bardzo mocni, ani bardzo słabi. Byli przeciętni, na podobnym poziomie co Legia, w miarę upływu czasu nawet trochę słabszym. Tu bym się zastanawiał, czy to nie nasz najpoważniejszy przeciwnik od Astany. Oczywiście szacunek dla Sheriffa, Trnavy i Dudelange za późniejsze wyniki w grupie LE, ale ich wszystkich można i trzeba było ograć. Tu jest tak samo, ale i Astana, i Rangers budzą pewien respekt. Respekt, a nie strach – to jest najważniejsze przesłanie przed meczem rewanżowym. Jeżeli Legia się nie przestraszy Ibrox i będzie dalej grała swoje, powinno być dobrze. Cały czas robimy małe kroki do przodu – ze względu na poziom rywala, znowu trzeba powiedzieć, że było lepiej niż w poprzednim meczu, i to przez 90 minut, a nie 70. W tym coraz lepiej funkcjonującym mechanizmie brakuje jednego – wykończenia akcji. Niby nie ma ich tak dużo, a jednak wystarczająco, aby dziś wbić choćby jedną bramkę. Dwie sytuacje Kulenovicia, trzy Lewczuka, dwie Luquinhasa, jedna Cafu, jedna Gwilii i jedna Vesovicia – może żadna tak idealna jak ta, którą miał Morelos, ale dobry napastnik coś potrafiłby z tego strzelić. Nie chcę znowu męczyć tematu Kulenovicia, normalnie błagałbym o Niezgodę na rewanż, idealnie pod kontrę. To jednak nie ma sensu, bo Vuko i tak go nie wystawi, zresztą nie robi tego od dawna i ten napastnik, jak i żaden inny, nie jest przygotowany do gry. To jest cały czas największy problem. Pod tym względem wnioski mam podobnie jak cztery dni temu – wszystko idzie coraz lepiej, wyniki i gra się poprawiają, jest organizacja, wyglądamy wreszcie jak zespół. Braki, które widzimy, są ewidentne. Niestety nadzwyczajny upór trenera szkodzi wszystkim – jemu, czwórce napastników, zespołowi i tak dalej. Wystarczy, aby zachowywał się normalnie i kto wie, jak dobrze mogłoby być. A jeżeli zasłania się taktyką, to jak to o nim świadczy, że odpowiednie zachowanie taktyczne jest w stanie wyegzekwować tylko od jednego z czterech graczy tej formacji? Nie, to nie ma sensu, niech robi co chce, tylko rozliczy go wynik. Ja bym aż tak na jego miejscu nie ryzykował, ale to on jest za to odpowiedzialny. Po kolejnym niezłym meczu trzeba w końcu pochwalić przygotowanie fizyczne. W Grecji, mimo trudnych warunków, nie odcięło prądu do samego końca. Cztery dni później z Zagłębiem ten sam skład daje radę, a słabszą końcówkę trzeba tłumaczyć bezsensowną zmianą taktyki i nastawienia, a nie zmęczenia (choć do kontr już taki Gwilia się nie nadawał, ledwo się ruszał). Teraz znowu Legia bardzo dobrze wyglądała pod tym względem. Jedyny minus w tej sytuacji to duża liczba kontuzji i trzeba będzie przeanalizować, skąd to się wzięło i jak temu zapobiec. Sanogo, Remy, Obradović, Novikovas, Kostorz, Kante, wcześniej Niezgoda, Rocha, Wieteska, Praszelik, Agra i Antolić – część z nich od dawna ma problemy ze zdrowiem, ale nie wszyscy. Kadra robi się coraz węższa. Obawiam się, że nawet jakby Vuko chciał na ŁKS posłać rezerwy, to nie na każdej pozycji będzie w stanie dokonać zmiany. W tym miejscu szacunek dla Majeckiego, Jędrzejczyka, Martinsa i Gwilii – komplet 11 meczów w tym sezonie w ciągu sześciu tygodni, z czego dwaj pierwsi komplet minut. Grać na takich obrotach od początku nie jest łatwo, a oni dają radę. Najlepszym zawodnikiem meczu ze Szkotami był dla mnie Lewczuk. Do perfekcji i oceny 10/10 zabrakło wykorzystania choćby jednej z trzech sytuacji po stałych fragmentach. W defensywie właściwie bezbłędny, bardzo dobra współpraca ze Stolarskim, który też zdaje się rozkręcać, a w ofensywie potrafi zaliczyć konkretne wejście, tym razem miał na koncie otwierające podanie do Vesovicia. Jędza tym razem trochę słabiej, kilka niepotrzebnych fauli i nieudanych wejść na raz, a także błąd w sytuacji Morelosa. Nadal jednak to bardzo wysoki poziom – i oni wszyscy mają bardzo poważne wsparcie od pomocników. Martins i Cafu mogli irytować trochę za długim holowaniem piłki, i to przy swoim polu karnym. Z czasem wyzbyli się tego, jak i strat na połowie boiska. Środek pola znów był naszym mocnym punktem. Skrzydła trzeba ocenić różnie. Lewa strona z Luquinhasem i Rochą świetnie chodziła w ofensywie, znowu można było być bardzo zadowolonym z Brazylijczyka, który napędzał większość akcji. Niestety ich zapędzanie się do przodu często starali się wykorzystywać Rangersi, którzy tylko czekali na kawałek wolnego miejsca. Na szczęście nic aż tak poważnego z tego nie wynikło. Stolarski i Vesović zamknęli swoją stronę niemal idealnie – podobnie, jak zrobili to z Atromitosem i Zagłębiem. Z przodu trochę zabrakło, jedna dobra akcja zakończona strzałem Czarnogórca została już przeze mnie wspomniana, dla prawego obrońcy jeszcze ok, ale skrzydłowy mógł w całym meczu dać trochę większe wsparcie Gwilii i Luquinhasowi. Ogólnie jednak występ całkiem solidny. Mam pewien problem z oceną Gruzina, bo wciąż za dużo u niego chaosu i trochę za mało wykreowanych sytuacji jak na ofensywnego pomocnika. Jednak pojedyncze zagrania znamionują dużą klasę. Znowu kilka świetnych centr ze stojącej piłki i zagranie z pierwszej do Luquinhasa, którą to akcję potem źle skończył. Pozytywne w jego przypadku, że on już gra nieźle, a ma się wrażenie, że może się jeszcze bardziej rozkręcić. Może to wszystko kwestia napastnika albo skrzydłowych, z którymi miałby współpracować? Gdyby oni byli skuteczniejsi, gra Gwilii byłaby pewnie oceniana jeszcze lepiej. Nie wiem, czy wystarczająco dużo razy podkreśliłem dobrą organizację przede wszystkim w defensywie. Nawet ze słabymi czy przeciętnymi drużynami siedem meczów bez straty gola to czyste złoto. Mało tego, doszły do tego dwa czyste konta z poważnymi, jak wiadomo, rywalami w Ekstraklasie. Vuković coraz bardziej przypomina mi… Henninga Berga. Konflikt z najlepszym napastnikiem, nieprzeprowadzanie wszystkich dostępnych zmian w meczach, w pucharach żelazna defensywa i przechodzenie kolejnych rund. Ostatnio porównywałem go do Sa Pinto, ale trzeba przyznać, że pewne okoliczności rzeczywiście przywołują także Norwega. Nadal mam też wrażenie, że Vuko nie opuszcza szczęście. Mecze są stykowe i nawet grając dobrze, mogliśmy nie wygrać z Zagłębiem albo stracić gola z Rangersami. Natomiast dużo jego szczęścia bierze się z jakości zespołu – ma dobrego bramkarza, który znowu uratował wynik w newralgicznej sytuacji, świetnych obrońców i bardzo mocną linię pomocy. Legia personalnie jest najmocniejsza od prawie trzech lat. Nadal nie oznacza to, że poziomem nawiązuje do ekipy, która grała w LM, ale przynajmniej ma argumenty przeciwko solidnemu przeciwnikowi, jakim są Rangersi. Nie spodziewałem się, że to może wyglądać na tyle dobrze, natomiast cały czas są rzeczy do poprawienia. Rywalizacja z Rangersami wreszcie sprawiła, że wróciła prawdziwa ekscytacja i zainteresowanie meczem. Stawka i marka rywala przyczyniły się do wysokiej frekwencji na stadionie oraz wielu dyskusji przed (już od początku tygodnia) i po spotkaniu. O Legii dawno nie mówiło się tak wiele, zwłaszcza gdy nie chodzi o boiskową kompromitację. Najważniejsze, że drużyna jak na razie nie zawodzi. Droga do fazy grupowej jest bardzo długa i niewdzięczna – można siedem razy zagrać dobrze lub osiągnąć dobre wyniki, ale na koniec i tak wszystko sprowadza się do ostatniego, decydującego meczu. Jeżeli się uda, będę pełen uznania i miło byłoby, gdyby inni też potrafili to docenić. Odpadnięcie po takich wynikach i takim pierwszym meczu z Rangersami na pewno będzie rozczarowaniem. Zwłaszcza jeżeli okaże się, że do awansu zabrakło gola w Warszawie. Póki mamy szanse, będę wierzył, a co do ŁKS-u, na pewno zrecenzuję mecz jak zwykle, ale w pełni zrozumiałe będzie, że myślami wszyscy będą przy Rangersach. Nawet największy profesjonalista może mieć problem z koncentracją w takim przypadku. Co nie zmienia faktu, że i w Łodzi można i należy wygrać. #legia #kimbalegia Rozdział 14 Do restauracji jecahli około 20 minut. W ciągu drogi, nie odzywali się zbytnio do siebie. Jessica była uśmiechnięta i wpatrywała się się w poznańskie ulice. Kochała ten widok, te chwile z dzieciństwa czy z nastoletniego życia. Te dobre i te złe. No właśnie te złe. Przypomniała sobie swój wyjazd do Dortmundu, to chyba była najgorsza decyzja podjęta w jej życiu. Choć to nie jej wina, to jej rodzice tak wybrali. Dortmund był najgorszym co mogło jej się przytrafić, najpierw upierdliwe ' koleżanki ' potem ten nieszczęsny Tommy. Łza poleciała jej z oka. Łukasz chyba to zauważył, bo pogłaskał ją po udzie. W końcu dojechali do restauracji. Podeszli do stolika, Łukasz odsunął jej krzesło a sam usiadł naprzeciwko jej. Wpatrywał się w nią jak w obrazek : - Kochanie, co jest ? Rozmazałam się ? - zapytała z uśmiechem - Coś ty, ślicznie wyglądasz - patrzył się na nią - Ale po co my tu w ogóle jesteśmy ? - Jess zauważyła jak do lokalu wchodzą po kolei zawodnicy Lecha z partnerkami, był też Lewandowski, Kuba z Julią, brat Jessicy z Amandą i ten nieszczęsny Tommy - Łukasz o co tu chodzi ? - Łukasz tylko wstał, uklęknął przed nią i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko - Jess, kocham Cię nad życie i ty o tym wiesz, więc wyjdziesz za mnie kwiatuszku ? - uśmiechnął się - Łukasz ... - TAK ! - wydarli się piłkarze - Tak ! - Jess tylko powtórzyła słowo piłkarzy Łukasz wsunął jej na palec pierścionek, wziął ją na ręce i okręcił wokół własnej osi, postawił na podłodze i zaczęli się namiętnie całować a cała sala krzyczała : GORZKO ! Jess była w siódmym niebie, dziecko, oświadczyny ? To wszystko takie piękne. Każdy podchodził do nich i im gratulował. Na samym końcu podszedł do nic Tommy : - Gratulacje - powiedział po polsku - Polski ? - spytała z niedowierzaniem Jessica - Specjalnie dla Ciebie - uśmiechnął się tym swoim głupim uśmieszkiem. Jess nienawidziła tego uśmiechu, nie potrafiła go zniesć. W Łukaszu się aż gotowało, czuł iż ten koleś czuje nadal coś do Jess. Przytulił ją mocniej do siebie aż jęknęła. - Przepraszam - szepnął jej do ucha Teo - To ja przepraszam - wysfobodziła się z jego uścisku i odciągnęła Tommiego na bok - Co Ty sobie wogóle myślisz ? -spojrzała przepraszający wzrokiem na Łukasza ale on tylko odwrócił się i poszedł w głąb tłumu - Że to ja powinienem być na jego miejscu, bo Cię nadal kocham - chwycił jąza rękę ale Jess od razu ją zabrała - Weź mnie nie rozśmieszaj. Gdyby tak naprawdę było, nie poszedł byś do łóżka z tamtą laską i nie zerwałbyś ze mną. - To był impuls, największy błąd w moim życiu. - To też jest impuls a zarazem najlepsza decyzja w moim życiu - uderzyła goprosto w twarz Czuła jak do oczu napływają jej łzy, wybiegła z sali i podążyła do łazienki. Usiadłą w kącie i zaczęła płakać. Chciała wyrzucić z siebie wszystkie emocje, zaczęła walić ręką w ścianę. Zobaczyłą, żę z jej dłoni kapie krew, więc zaprzestała dalszego walenia w ścianę. Poszła obmyła rękę i zobaczyła jak Julia wchodzi do łazienki. Nie chciałą rozmawiać tylko wtuliła się w przyjaciółkę. Julia przyprowadziłą ze sobą Łukasza. Jess od razu wpadła mu w ramiona : - Jessi, co to miało wszystko znaczyć ? - Ale co ? - Czy te zaręczyny coś dla Ciebie znaczą ? Kochasz mnie czy jego ? Nie mogę się w tym wszystkim powoli połapać ... - Ale o co Ci chodzi ?! - krzyknęła - Raczej co się z Tobą dzieje ? - Nic .. - Jak to nic ? Najpierw próbujesz zabić siebie i nasze dziecko, teraz przyjmujesz moje oświadczyny a jak odrzucasz swojego byłego to płaczesz. Jess, kocham Cię ale nie jestem pewien twoich uczuć w stosunku do mnie. - Łukasz ... jak Ty możesz - powiedziała te słowa i wybiegła z restauracji. Biegła tymi ulicami, nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Zadzwoniła do Kuby i poprosiła go by po nią przyjechał. Jak prosiłą tak zrobił, zgarnął ją do samochodu i zawiózł domieszkania Julii. Julka otworzyła im drzwi i zaprosiła do środka : - Julka, jak on mógł tak pomyśleć - szlochała Jess - Jess, nie denerwuj się. On Cię kocha, nie znam go dobrze ale wiem, że tak jest - próbował podnieść ją na duchu Kuba - Przestań ! Nie mam ochoty tego słuchać, muszę wszystko to przemyśleć - poprosiła przyjaciółkę by zaprowadziłą ją do pokoju. * Jessica Co się ze mną dzieje ? Miałam nadzieję, że po tym przyjeżdzie wszystko się zmieni. A tu kurwa co ? Niby ktoś mnie kocha, będę miała dziecko. Ale co z tego, jeśli ten chłopak, który zrujnował mi część życia tu jest? On chyba jeszcze coś do mnie czuje, ale ja do niego czuję tylko nienawiść. To wszystko moja i tylko moja wina, to co się dzisiaj stało. Gdyby nie to, że chciałąm z nim porozmawiać nic by się nie stało. Ja rozumiem, iż Lukasz nie może tego wszystkiego znosić. Pomógł mi już na tyle, na ile nikt mi nie pomógł nigdy w życiu. I za to mu dziękuję, kocham go najbardziej jak potrafię. Muszę z nim porozmawiać, nie ja muszę go przeprosić. Może on potrzebuje czasu ? Albo on już po prostu ma mnie dosyć ? Ni wiem, naprawdę nie wiem. * Łukasz Co się z nią dzieje ? Kocham tą dziewczynę nad życie. A ona tak po prostu wychodzi. Powiedziałem tylko prawdę,nie chciałem jej zranić. Jestem szczęśliwy a zarazem przygnębiony. Jutro mecz, muszę ją przed nim zobaczyć, bo inaczej będzie ze mną źle. Noc nie przebiegała spokojnie. Oboje nie mogli zasnąć. Tęsknili za sobą, jeśli tęsknili to po co ta kłótnia. Miłość nie jest idealna. Można by rzec co ją nie zabije to wzmocni. Nawet w najlepszym związku bywają i dni w których coś jest to przetrwają, mają po dziecka, dla tego słodkiego uśmieszku, dla tych małych rączek i nóżek. Dla tego małego serduszka, które będzie ich kochać z całych sił. Mecz miał zacząć o 17. Jessica zadzwoniła do Łukasza około 14. : - Halo - odebrał - Łukasz, to ja Jess.. - Tak ? - Możemy się spotkać i pogadać ? - Dobrze, bądź pod stadionem o 15. - rozłączył się _________________________________________________________________________________ Jest następny. Dzisiaj jest mecz ! Mam nadzieję na 3 punkty ;) Lov.