ALFA STAR REJS PO NILU: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ALFA STAR REJS PO NILU; rejs po nilu
Przegląd rejsu po Nilu (z lub do) Hurghady. Rejs po Nilu z Hurghady to wyjątkowa okazja, aby zobaczyć starożytny Egipt takim, jakim jest. Poznasz i zobaczysz piękno starożytnej historii Egiptu wzdłuż Nilu. Najważniejsze cechy wspaniałego doświadczenia. Odwiedź Nil, aby zobaczyć świątynie i grobowce od Luksoru po Asuan
Gdzie w Egipcie mozna wykupic rejs po nilu i jakie sa przedziały cenowe.Tak sie skałada ,ze dopiero na miejscu prawdopodobnie bedem musial zakupic te wycieczke.Bede wdzieczny za wszelkie informacje bo mam tylko dwa tygodnie do
Po południu rejs łodzią motorową po Nilu, zwiedzanie Ogrodów Kitchener’a - botanicznej wyspy, gromadzącej najbujniejsze i najbarwniejsze przykłady flory północnej Afryki. Dla chętnych możliwość wycieczki fakultatywnej do wioski nubijskiej, gdzie zobaczymy małe krokodyle i szkołę nubijską oraz wypijemy tradycyjną herbatę w
EGIPT HRG - REJS PO NILU 5 PRIMA LIFE MAKADI RESORT - Egypt-Lodí po Nilu s pobytem u moře - Egypt - last minute, katalog, informace: Program Rejs po Nil
Egipt - Potęga Południa Light / rejs po Nilu (8 dni) 2023/2024. Zbiórka przy stanowiskach odpraw na 2 godziny przed wylotem samolotu na poszczególnych lotniskach. Wylot do Hurghady w Egipcie. Aktualne rozkłady prosimy sprawdzać u naszego doradcy. Po odprawie paszportowo-celnej transfer do hotelu 4* w Hurghadzie. Czas na odpoczynek.
Rejs po Nilu będzie udany, gdy będzie prowadził go ktoś, kto się naprawdę na tym zna i potrafi pięknie opowiadać. Jest tyle wiedzy do przekazania! Można zachwycić turystów informacjami o kraju, historii, zabytkach, dniu dzisiejszym.
Sfinks - program z rejsem po Nilu TRASA HURGHADA – LUKSOR – ESNA – EDFU – KOM OMBO – ASUAN – HURGHADA 1 dzień Zbiórka na lotnisku 2 godziny przed wylotem. Odprawa paszportowo-celna. Przylot do Hurghady. Transfer do hotelu, zakwaterowanie, kolacja i nocleg. 2 dzień Wypoczynek w hotelu 3* (śniadanie i kolacja). 3 dzień
Następnie zwiedzisz świątynię Hatszepsut, wznoszącą się na pustyni i poznasz historię spektakularnego odnalezienia mumii w 1876 roku.Następnie, przed przekroczeniem Nilu i udaniem się na wschodni brzeg, zatrzymasz się przy dwóch 60-metrowych kamiennych posągach, które stoją tu od ponad 3000 lat. Relaksuj się na pokładzie feluki
Opracował: Mocarz. Słynny detektyw Herkules Poirot wybiera się na rejs po Nilu ekskluzywnym statkiem wycieczkowym "Karnak". Na rejs wybrało się znamienite towarzystwo - między innymi znana na całym świecie piękna i młoda milionerka Linnet Doyle ze swym świeżo poślubionym mężem, Simonem. Młoda para jest właśnie w trakcie
GR9ZH. Zapraszam na krótką wycieczkę po Nilu. Jest to świetny sposób na odpoczynek i relaks po całodziennym zwiedzaniu. Celem naszej wycieczki jest Wyspa Bananowa. Niezapomnianym zakończeniem pełnego wrażeń dnia jest podziwianie zachodzącego nad Nilem słońca. W Luksorze nie ma mostów. Miejscowi nawet kilka razy dziennie przeprawiają się na drugą stronę łodziami. Tak jak wieki temu, nie zmienił się sposób pokonywania Nilu. Zmieniły się tylko łodzie, które w większości są jednostkami nowoczesnymi, wyposażonymi w silniki motorowe. Jednak największą atrakcją na Nilu są feluki, czyli tradycyjne łodzie żaglowe z charakterystycznym kształtem żagla. Wypływamy z niewielkiej przystani, która znajduje się przy restauracji, gdzie wcześniej jedliśmy obiad. Zajmujemy miejsca w niewielkich łodziach motorowych. Jak dowiedzieliśmy się, że można wyjść na dach, nie zastanawialiśmy się nawet przez chwilę. Dostaliśmy nawet poduszki do siedzenia. Na początku trochę łodzią bujało, ale później można było robić zdjęcia na stojąco, panując stale nad utrzymaniem równowagi. Ale dla takiego ujęcia jak np. powyższe, myślę, że było warto ;) Po drodze mijamy świątynię w Luksorze. Była ona kiedyś połączona ze świątynią w Karnaku 2,5 kilometrową aleją składającą się z 365 sfinksów. Zwiedzenie świątyni w Luksorze nie było w planach naszej wycieczki, więc przynajmniej z daleka mamy możliwość jej obejrzenia. Po dopłynięciu na Wyspę Bananową, można skorzystać z toalety. Nie trzeba jej nigdzie szukać, ponieważ widoczna jest już z daleka. Rozejrzałem się po swoich towarzyszach podróży i nikt nie był aż w takiej potrzebie, żeby zamknąć się w środku. No cóż, egipska rzeczywistość. Po plantacji bananów oprowadził nas sympatyczny Egipcjanin. Pokazał nam jak zawiązują się owoce bananowca oraz urządzenia służące do nawadniania upraw, które lata swojej świetności mają dawno za sobą. Po degustacji bananów i arbuzów, udajemy się w drogę powrotną. Od razu wskakujemy na dach naszej łajby i zauważam, że amatorów dachowych miejscówek znacznie przybyło. Nic dziwnego, słońce o tej porze chyli się ku zachodowi, a jego łagodne promienie ciekawie oświetlają otaczający nas krajobraz. W zakolu rzeki, której nurt w tym miejscu jest niezwykle spokojny, rybacy wyciągają zarzucone wcześniej sieci. Droga powrotna trwa zaledwie chwilę, ponieważ płyniemy z prądem rzeki. Mijające obrazy przesuwają się bardzo szybko. Za szybko, aby móc je chłonąć i jednocześnie zmieniać ustawienia w aparacie oraz poszukiwać najlepszych kadrów. Przepływamy obok najbardziej ekskluzywnych hoteli w Luksorze, które oświetlone zachodzącym słońcem prezentują się teraz znacznie ciekawiej. Pod koniec rejsu, minęła nas jedna feluka, która płynęła w górę rzeki. Po chwili dobijamy do brzegu. Ten krótki rejs po Nilu był wycieczką nadprogramową, organizowaną przez miejscowych. Te osoby, które się na nią nie zdecydowały, czekały na nas w autokarze oszczędzając...10 dolarów. A widok zachodzącego nad Nilem słońca - bezcenny :) Dlatego zachęcam wszystkich, którzy planują wczasy w Egipcie, aby nie ograniczać się tylko do spędzania czasu w kurortach. Polecam usługi lokalnych biur podróży, które są znacznie tańsze i oferują więcej atrakcji. Mapa trasy: Pokaż Banana island na większej mapie Autor: Wypad na WEEKEND
Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale można za nie wybrać się na rejs po Nilu. W zestawie ze statkiem dostaje się widoki, od których grzech odrywać oczy, pyszne jedzenie, oszałamiające zabytki z czasów faraonów i błękitne niebo bez grama chmury. Ideał? Prawie. Bo, choć rejs po Nilu uważam za fenomenalne doświadczenie, to inne aspekty wyjazdu psują wrażenie. O plusach, minusach, zachwytach i rozczarowaniach zwiedzania Egiptu połączonego z rejsem po Nilu opowiem w tym artykule. W osobnym tekście w roli głównej wystąpią zabytki. Wybrałam 10 kwestii, które chciałabym wiedzieć przed wyjazdem do Egiptu na rejs po Nilu. Kom Ombo 1. Rejs po Nilu to cudowna przygoda. Może nawet przygoda życia Zazdroszczę, że macie to dopiero przed sobą. Bo, mimo gorzkich żali, które posypią się w dalszej części tekstu, rejs po Nilu sam w sobie jest niepowtarzalnym doświadczeniem. Wartym przymknięcia oka na niewygody. Ba, jest to rozrywka równie stara jak turystyka masowa. Zaskoczeni? Na pomysł, by na Nil wypuścić statki z letnikami wpadł w XIX wieku brytyjski pionier turystyki masowej Thomas Cook (założone przez niego biuro podróży upadło z hukiem kilka lat temu). Swoje trzy grosze do popularyzacji rejsów po Nilu dorzuciła też Agatha Christie, która w 1933 roku płynęła parowcem Sudan. To on stał się pierwowzorem statku, na którym rozgrywa się akcja Śmierci na Nilu. Co ciekawe, stuletni SS Sudan wciąż jest na chodzie! Za przyjemność rejsu na jego pokładzie trzeba zapłacić 2500 euro (za osobę, nie kabinę). Na szczęście między Luksorem a Asuanem krąży też kilkaset mniej zasłużonych dla popkultury statków. Na pokładzie jednego z nich spędziłam pięć dni. 2. To był wyjazd z biurem podróży. Egipt trudno zwiedzać na własną rękę Przy sporej dozie samozaparcia rejs po Nilu da się ogarnąć samodzielnie, ale ja pasuję. Jestem na to za chuda w uszach (i zdecydowanie zbyt leniwa). Poszłam więc z sobą na kompromis (albo na łatwiznę). Zwiedzanie z biurem ma wady i zalety. Powiedzmy, że w przypadku rejsu po Nilu plusy i minusy się równoważą. Brakowało mi swobody i zwiedzania we własnym tempie. Wkurzało mnie, że to, co najbardziej fascynujące w Egipcie – pulsujące życiem miasta i kulturę – poznaje się tylko z odległości. Edfu Że obwożą nas dorożkami (zaprzężonymi w szkapy, przy których konie z Morskiego Oka to okazy zdrowia) po Luksorze i Edfu jak po orientalnym skansenie. A program wyliczony jest do milisekundy. Z drugiej strony cenię, że ktoś ogarnął za mnie logistykę. O kompetentnym polskojęzycznym przewodniku nawet nie wspominając. W Polsce dwa biura podróży sprzedają rejsy po Nilu – na literę „I” i „R”. Ja byłam z tym na „R”, a wycieczka nazywała się Potęga Południa. 3. Jak wyglądają statki pływające po Nilu? Jeśli porównać je z promami pływającymi do Karlskrony, to faktycznie są to jednostki luksusowe. Aczkolwiek te „luksusy” są dość przechodzone (żeby nie napisać zużyte). Nie wierzę, że M/S Renaissance, którym płynęliśmy ma deklarowane dwadzieścia lat (podejrzewam go o dwa razy więcej), a ostatni remont przeszedł cztery lata temu. No nie wyglądał. M/S Renaissance Jego (rzekome) 5* też wsadziłabym między bajki. Ale! Renaissance był wygodny, dość czysty, a załoga solidnie pracowała na napiwki. I świetnie karmiła. Jedzenie na statku było pyszne, codziennie inny wybór dań, świeże pieczywo i wypieki, góry sałatek i owoce (w tym truskawki, na które w Egipcie właśnie trwał sezon). W cenie napoje były jednak tylko do śniadania. Można dokupić opcję all inclusive, ale to gra nie warta świeczki. Nie wiem ile trzeba by pić, by wydatek się zwrócił. Statek miał pięć pokładów – co jest na Nilu standardem, bar, jadalnię, dwa sklepiki z pamiątkami oraz kilkadziesiąt kabin dla ok. 160 osób. Kajuty nie różnią się od pokoi hotelowych. Wyposażone w całkiem wygodne łóżka, łazienki, klimatyzację i telewizory (pełniące głównie funkcję dekoracyjną – w najlepszym razie odbierały jeden kanał). Najfajniejszym miejscem statku jest górny pokład zwany słonecznym z leżakami, basenem (wielkości oczka wodnego) i zacienionym barem. Od widoków nie sposób oderwać oczu. I wcale nie myślę o podglądaniu kąpiących się w baseniku. To jeden z tych momentów, gdy wchodzimy w trym inżyniera Mamonia z Rejsu Marka Piwowskiego komentującym „okoliczności przyrody”. Tyle że zamiast drogi na Ostrołękę jest pustynia. Kaczek i kury – ibisy. Koni – osły (pasące się na rzecznych wysepkach, czy to znaczy że dostają się tam wpław?), snopków siana – przykurzone zagajniki palmowe. I domy bez dachów, bo kto zawracałby sobie nimi głowę, skoro w Górnym Egipcie nie padało od lat? Minarety z oddali przypominają latarnie morskie. A kominy fabryk kopcą jak Nowa Huta w 1972. 4. Na statku spędza się 4 noce, ale płynie tylko dwa dni I to jest ból, bo raz że krótko. Za krótko! A dwa, że gdy stoi się w porcie, to widok z kajuty ma się na burtę sąsiada. Statki parkują bowiem w szeregach, bywa że po kilkanaście w jednym. Do tego odstępy między nimi działają jak pudło renesansowe, podbijając warkot turbin. Przydadzą się zatyczki do uszu. Zresztą, czy ze stoperami czy bez, o wysypianiu się w trakcie rejsu po Nilu nie ma mowy. Wstaje się przed brzaskiem, o 4-5 rano. Albo chwilę po 3 w nocy, jeśli chce się na własne oczy zobaczyć Abu Simbel (nie znam nikogo, kto by nie chciał). Nie ma zmiłuj. Asuan Dlaczego tak wcześnie? Latem, by przechytrzyć upały. Przez cały rok, by przechytrzyć inne grupy i nie zwiedzać w tłumie. Albo chociaż w tłumie mniejszym niż gigantycznym. Czyli niby wakacje, ale takie spod znaku pruskiego drylu. Zresztą nie tylko w temacie wstawania. Także podczas transferów autobusami (których sporo) turyści trzymani są żelazną ręką. Najwyraźniej według Egipcjan siusiupauzy są dla mięczaków. Podróż z Asuanu do Hurghady trwa 10 godzin, w tym czasie autokar zatrzymuje się dwa razy. Pierwszy raz po pięciu godzinach (!!!). Jedzie się więc w oparach moczu z autobusowego WC (dziękuję losowi, że faraon nie zemścił się na niczyich jelitach). Moczu wstrząśniętego podskokami na setkach wybojów i progów zwalniających, których Egipt ma bodaj najwięcej per capita. Edfu 5. Co robi się, gdy statek nie płynie? Okrzyk „Nie śpimy! Zwiedzamy” w Egipcie nabiera nowego sensu. No więc, w rzeczy samej, się zwiedza. Program wycieczki jest umiarkowanie intensywny i skupiony na zabytkach z czasów faraonów w Górnym Egipcie. Ergo, nie ma wśród nich piramid (a w każdym razie nie w Potędze Południa), bo te są w Egipcie Dolnym. Asuan 6. Co zwiedza się podczas rejsu po Nilu? W programie podstawowym Dolinę Królów, świątynię Hatszepsut, kompleks świątynny w Karnaku oraz kolosy Memnona. To w Luksorze. Potem płynie się do Edfu, w którym zwiedza się świątynię Horusa. Dalej jest Kom Ombo i świątynia ku czci dwóch bogów Horusa i Sobka (ten drugi to bóg-krokodyl). Wreszcie Asuan – miasto nie mniej fascynujące od Luksoru. Brama czarnej Afryki. Tu zwiedzaliśmy świątynię bogini Izis na wyspie File, Wielką Tamę Asuańską (aczkolwiek zwiedzanie to w tym przypadku określenie na wyrost) oraz ogród botaniczny na Wyspie Kitchenera. Medinet Habu Do tego można było dokupić wycieczki fakultatywne. Zdecydowałam się na zwiedzanie Abu Simbel, świątyni Luksorskiej po zmroku, osady starożytnych robotników Deir el Medina (to jest hit!) oraz świątyni Medinet Habu. Olałam lot balonem nad Doliną Królów oraz wizytę w wiosce nubijskiej, która jest przedsięwzięciem na kilometr śmierdzącym komerchą. Dolina Królów Pomijając grobowce, same świątynie. I choć każdą coś niesamowitego wyróżnia, to po czwartej z rzędu, nawet mnie (tak zaprawioną w boju w zabytkami) zaczęło to trochę nudzić. Ubolewam też, że w programie nie było żadnego muzeum (np. w Luksorze bardzo ciekawiło mnie Muzeum Mumifikacji). Chociaż nie, zabrano nas do przybytku anonsowanego jako „Muzeum Papirusu”. Okazało się ono jedną wielką ściemą. Spotkaliście się kiedyś z muzeum, w którym każdy eksponat jest na sprzedaż? I jeszcze z marszu dostajesz na niego 50% zniżki? No właśnie. (szkoda, że takich akcji nie organizują muzea w Rzymie, bo chętnie przygarnęłabym coś np. z Muzeum Hendrika Christiana Andersena) Ciekawy był pokaz ręcznego wytwarzania papirusu – i to jedyna wartość wizyty. Bo to, co wisiało na ścianach z rękodziełem nie miało nic wspólnego (a brzydkie było jak uczynki Putina). 7. Nie lubię, gdy robi się mnie w konia. W Egipcie działo się to nagminnie Kolejnym miejscem spreparowanym pod grupy turystów była „Fabryka Alabastru”. Śmieje się na wspomnienie tej wizyty. Na początek prezentacja. Radośni panowie w sfatygowanych galabijach przed „fabryką” markują pracę z kamieniem. Ale jak tylko zniknie się za rogiem, przerywają robotę. Luksor Fabryczny „przewodnik” wyjaśnia jak odróżnić prawdziwy kamień od bazarowej podróbki. Uzbrojeni w tę wiedzę ruszamy w półki, a tam co? Wśród granitu, jadeitu i alabastru stoją, jak gdyby nigdy nic, gipsowe falsyfikaty. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że pokazy (działające na podobnej zasadzie jak handel kołdrami i garnkami w Polsce) mają swoje zalety. Można kupić pamiątki (o ile nie dasz się orżnąć, a co do tego nigdy nie ma pewności), można napić się hibiskusa (poczęstunek to obowiązkowy punkt), można – wreszcie – za darmoszkę skorzystać z czystej toalety, co w Egipcie de facto nie występuje. Ale, gdybym mogła sama decydować, to wolałabym w tym czasie spokojnie wypić kawę w kawiarni. Akurat na to zawsze był deficyt czasu. 8. Wyjście przez sklep z pamiątkami Jadąc do Egiptu trzeba pogodzić się z faktem, że dla miejscowych jesteś chodzącym zwitkiem banknotów. I będą stawać na uszach, byś coś z niego uszczknąć. Świetnie podsumowała to Agatha Christie w Śmierci na Nilu: Gdyby można było mieć choć trochę spokoju, to by mi się Egipt jeszcze bardziej podobał – rzekła pani Allerton. – Ale przecież tu nigdy nie można być samym. Zawsze ktoś człowieka nagabuje o datek albo namawia do przejażdżki na ośle lub na kupno korali, na wyprawę do pobliskiej wioski albo strzelanie do kaczek… Trochę śmieszne, a trochę straszne jest, gdy zaczepia Cię pracownik sklepu ze złotem (a może tombakiem, kto wie) z pretensją dlaczego jeszcze nie odwiedziło się jego stoiska na statku. A masażysta jest tak namolny w przekonywaniu do swych usług, że sama się dziwię, że nie odprawiłam go międzynarodowym „fuck off”. Kom Ombo Jednak prawdziwa farsa rozgrywa się przy atrakcjach turystycznych, z których nie da się wyjść bez przejścia przez stragany. Może i by nawet człowiek coś tam zobaczył, może kupił, ale „przedstawiciele handlowi” (uzbrojeni w cały arsenał cwanych zagrywek) nie dają sekundy spokoju. Radę, jak przetrwać znów znalazłam u Agathy Christie: Najlepiej udawać, że się jest ślepym i głuchym. Sprawdziłam, działa. Asuan 9. Wspominałam, że Egipt to państwo policyjne? W Egipcie naoglądałam się ostrej broni w różnych konfiguracjach więcej niż przez całe dotychczasowe życie. Uzbrojonych po zęby żołnierzy sterczących przy zabytkach (przy tych ważniejszych parkowały też wozy opancerzone). Spowszedniał mi widok luf karabinów wystających z wieżyczek strażniczych (wyglądających jak chatki na kurzej nodze). Umundurowanych młodzieńców odesłanych do pilnowania okolic hoteli. I posterunków policji, które kontrolują przejezdnych na obrzeżach każdego miasta (dlatego jazda samochodem przez Egipt trwa wieczność). Luksor Podczas transferów z i do Hurghady w autokarze towarzyszył nam policjant. Elegancko ubranego typa zdradzała tylko kabura pistoletu, dyskretnie wystająca spod poły marynarki. Inny policjant, w czarnym mundurze i z karabinem dyndającym na ramieniu, doglądał w Asuanie naszego załadunku do autokaru. Przewodnik opowiadał, że od czasu zamachu terrorystycznego w 1997 roku (przed świątynią Hatszepsut zginęło 67 osób) liczbę mundurowych systematycznie powiększano i teraz w Egipcie pracuje 7 milionów policjantów (w rewelacyjnej książce Pogrzebana Petera Hesslera wyczytałam, że przydział do policji dostają najniżej wykształceni). Kom Ombo Ale wiedząc cokolwiek o najnowszej historii kraju, łatwo odgadnąć, że tak rozrośnięty aparat dozoru służy nie tylko pilnowaniu turystów. Przewodnik się jednak o tym nie zająknął, nie padło też słowo o arabskiej wiośnie, której konsekwencje dwa razy wywróciły do góry nogami życie w Egipcie (szeroko pisze o tym Hessler). Niewiele też opowiadał o poruszającej biedzie, którą widać na każdym kroku. Zamiast tego karmił nas spreparowaną na potrzeby obcokrajowców bajeczką o tym, jak świetnie żyje się w Egipcie pod rządami prezydenta Sisi (takiego młodego i przystojnego – serio takie padły słowa!). Z drugiej strony trudno mieć o to do niego pretensje. Nie jest tajemnicą, że za krytyczne teksty zagranicznych dziennikarzy wyrzucono z Egiptu. Że pod panowaniem Sisiego prawa człowieka to pusty slogan. A jego przeciwnicy, którym udaje się wyjść na wolność, opowiadają że tak źle nie było nawet za Mubaraka. Jeszcze nigdy nie sięgnęliśmy takich poziomów strachu, nigdy nie było tyle bezprawnego zamykania i tortur. wylicza działacz polityczny Rami Szaat, którego zwolniono z więzienia tylko dlatego, że zrzekł się egipskiego obywatelstwa. Edfu 10. Najsłabszym punktem wyjazdu do Egiptu okazała się Hurghada W ogóle wywaliłabym ją z programu wycieczki, gdyby tylko się dało. Ale się nie da, bo z Polski samoloty latają tylko do kurortów nad Morzem Czerwonym. Więc Hurghady (albo Marsa Alam) uniknąć się nie da. Nie napiszę, że Hurghada mnie rozczarowała, bo nie może cię rozczarować coś, wobec czego nie masz oczekiwań. Po prostu wybitnie mi się tam nie podobało. Rozumiem też, dlaczego ludzie nie wytykają nosa poza hotel. Też bym tak zrobiła, gdybym jakimś zrządzeniem losu wylądowała tu na wakacjach. Po wyjściu z hotelu średnio co 30 sekund ktoś nas zaczepiał (wyjątkową aktywnością w tym względzie wykazują taksówkarze). Można się przyzwyczaić, ale ja wolałabym nie. À propos hotelu. Na wszystko, o czym dotąd była mowa można przymknąć oko (no może poza 10 godzinami w autokarze z dwiema przerwami – to przegięcie!). Taka uroda Egiptu. Jest co wspominać po powrocie do Polski. Natomiast totalną żenadą jest hotel, w którym biuro podróży zakwaterowało nas w Hurghadzie. Hurghada. Okolice hotelu Hotel Royal Star Beach Resort – nazwa wytworna, ale mocno życzeniowa 4* dają złudzenie, że nie będzie najgorzej. Czar pryska, gdy wejdzie się do pokoju. Mam wymieniać? Gotowi? Wybity kawałek drzwi, niedoprany ręcznik (w ilości sztuk jeden na dwie osoby), poplamiona i dziurawa pościel (zapach też jakby niezbyt świeży), dziurawe zasłony, szare firany, przeciekający czajnik, łazienka w warstwach starego mydła i kamienia, puste podajniki na mydło, zapchany odpływ, odciski palców na każdej możliwej powierzchni („ale nasz hotel dezynfekuje powierzchnie i dba o bezpieczeństwo gości”), poprzepalane żarówki, wypadające kontakty i dyndające z sufitu halogeny. Recepcja ignorowała skargi. Pewnie czekano, aż dam w łapę. W Egipcie rozdałam górę jednodolarówek w podziękowaniu za pracę, jednak dawanie bakszyszu po to, by ktoś wykonał swój obowiązek uważam za patologię. Więc drugiego ręcznika się nie doczekałam. Widok z pokoju w Hurghadzie Wreszcie: jedzenie. Przeciętne z przechyłem w stronę niesmacznego (czyli dokładnie na odwrót niż na statku), wszystkie napoje wydzielane w jednorazowych naparstkach. Suchy prowiant, na którym trzeba było dociągnąć od 5 do 17 w dniu wyjazdu do Luksoru był mikroskopijny w objętości i ledwo jadalny. Obiad jadłam więc poza hotelem – w restauracji Family Fish. To był jedyny jasny moment pobytu w Hurghadzie. Pyszne jedzenie, obfite talerze (średnia ocena na google 4,8 nie wzięła się znikąd) oraz przemiły właściciel. Mohammed to najmilsza osoba, którą spotkałam w Egipcie. Family Fish w Hurghadzie W Royal Star Beach Resort spaliśmy w dwóch różnych pokojach. Oba były równie brudne i beznadziejne, choć każdy z innego powodu. Szala goryczy przelała się ostatniej nocy, gdy w łóżku pogryzło mnie jakieś robactwo. Podsumowanie: Rejs po Nilu jest cudowny, ale… Polecam każdemu tę przygodę, bo to niezapomniane przeżycie. Reszta pobytu też jest niezapomnianym przeżyciem, ale już z innych powodów. Egipt sam w sobie jest zaprzeczeniem nudy i nijakości. Mam wielką chrapkę na powrót, by zwiedzić jego północną część (Aleksandrię, Kair, piramidy, odwiedzić jakąś oazę, zobaczyć kanał Sueski). Ale to za jakiś czas. Przydało się? Postaw mi wirtualną kawę lub udostępnij artykuł znajomym. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens. Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga. No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów. Polub na Instagramie i Facebooku! Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach. Sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link. DZIĘKUJĘ!
Opis Rejs po Nilu jest popularnym sposobem zwiedzania Górnego Egiptu. Jak mówi stare egipskie przysłowie “Egipt darem Nilu”. Egipcjanie od wieków zawdzięczają swoją egzystencję tej rzece i w jej okolicach zgromadzili wspaniałe zabytki. Rejs Nilem to świetny sposób na prześledzenie historii Egiptu. Statki wycieczkowe zatrzymują się przy najciekawszych miejscach od Luksoru do Asuanu. Rejs trwa 5 dni i 4 noce lub 7 dni i 6 nocy. Dla grup liczących ok. 10 osób organizujemy rejsy po Nilu luksusowym 5* statkiem. Zapewniamy polskojęzycznego przewodnika. Zwiedzacie w swoim tempie bez poganiania. Możecie też zmodyfikować program zwiedzania. Jeśli masz grupę minimum 10 osób chętnych na rejs skontaktuj się z nami e-mail: kontakr@ Dlaczego ta wycieczka? Najlepszy sposób na zwiedzenie Południowego Egiptu. Najważniejsze starożytne zabytki znajdujące się wzdłuż rzeki Nil. Obserwacja codziennego życia mieszkańców małych miast i wsi. Poznanie kultury nubijskiej. Wylot z Polski do Hurghady Wylot z wybranego przez siebie lotniska, przylot do Hurghady – transfer do Hotelu Sea Gull, odpoczynek – opcja all inclusive. Pobyt w hotelu Sea Gull w Hurghadzie Opoczynek na plaży, pływanie, zakupy, możliwość skorzystania z lokalnych wycieczek fakultatywnych. Wyjazd do Luksoru: zwiedzanie zespółu Świątyń Karnak, Światynia Luksorska godz. 05:00 wyjazd z Hurghady do Luksoru. Śniadanie w formie suchego prowiantu. Zwiedzanie zespół Świątyń Karnak, zakwaterownie na statku, obiad, czas wolny, godz. 18:30 zwiedzanie Świątyni Luksorskiej kolacja Dolina Królów, Światynia Hatszepsut i Kolosy Memnona godz. 05:00 lot balonem - wycieczka fakultatywna dla chętnych śniadanie godz. 07:45 zwiedzanie Doliny Królów ( trzy grobowce bez grobowca Tutanchamona - 200 LE od osoby), Światynia Hatszepsut, Kolosy Memnona dla chętnych wycieczka fakultatywna do Doliny Królowych obiad rejs do Edfu kolacja Edfu i Kom Ombo śniadanie Świątyni Horusa w Edfu godz. 10:30 rejs do Kom Ombo obiad zwiedzanie ruin Światyni w Kom Ombo kolacja godz. 08:00 przejazd dorożką do Tama Aswańska, Niedokończony Obelisk, Świątynia Izydy śniadanie godz. 08:00 Tama Awańska, Niedokończony Obelisk Światynia Izydy na Wyspie obiad wycieczka fakultatywna do Wioski Nubijskiej kolacja Abu Simbel, wykwaterowanie ze statku i powrót do Hurghady śniadanie w formie suchego prowiatu godz. 04:00 wyjazd do Abu Simbel - zwiedzanie Światyni Ramzesa II i Światyni Nefretari obiad wycieczka fakultatywna: rejs feluką po Nilu wycieczka fakultatywna: jazda na wielbładzie wykwaterowanie ze statku i powrót do Hurghady kolacja w Hotelu Sea Gull Wykwaterowanie z hotelu Sea Gull i wylot do Polski Wykwaterowanie z hotelu ( do godz. 12:00) i transfer na lotnisko – według godzin odlotów. Jest możliwość pozostania w Egipcie (po rejsie) tydzień dłużej, w tym wypadku do ceny rejsu należy doliczyć np: 350$ od osoby Hotel Sea Gull all inclusive – opcja w pokoju dwuosobowym 450$ od osoby Hotel Sea Gull all inclusive – opcja w pokoju jednoosobowym Możecie oczywiście wybrać każdy inny hotel w Hurghadzie na opcję odpoczynku po rejsie. Zrobimy kalkulację i prześlemy wam cenę pobytu w innym hotelu niż Sea Gull. Co jest wliczone Cena zawiera: nocelg w pokoju dwuosobowym i kajucie dwuosobowej 950$ nocleg w pokoju jednoosobowym i kajucie jednoosobowej + 120$ wszystkie transfery napiwki na statku polskojęzyczny przewodnik bilety wstępu do zwiedzanych obiektów ubezpieczenie turystyczne 3 noce w hotelu w Hurghadzie 4* (all inclusive) – 2 noce przed rejsem i 1 noc po rejsie. 4 noce na statku 5*(trzy posiłki , tylko do śniadania napoje) przelot samolotem w dwie strony ( wylot z Warszawy, Poznania, Gdańska i Katowic) NIE JEST WLICZONE Cena nie zawiera: wizy egipskiej - 25$ od osoby , wycieczki fakultatywnej: lot balonem w Luxorze – 75$ od osoby, wycieczki fakultatywnej do Doliny Królowych bez grobowca Nefretari 20$, z grobowcem Nefretari - 120$, przejażdżki feluką + wielbłąd + motorówka – 20$ Bądź na bieżąco Zapisz się do newslettera