Episkopalizm i katolicyzm mają wiele podobnych przekonań, ponieważ wywodzą się z tego samego pierwotnego kościoła. Z biegiem lat każdy z nich rozwinął się w odrębne gałęzie, często zacierając granice między katolicyzmem a protestantyzmem. W tym arty różnice między kościołem prawosławnym a naszym 2010-05-06 23:03:44 Wymień róznice między kościołem prawosłwnym a katolickim . 2012-04-11 17:11:02 Jakie są różnice pomiędzy kościołem katolickim , a kościołem prawosławnym ? 2010-03-28 19:47:55 Ta wydawałoby się subtelna różnica ma gigantyczny wpływ na pojmowanie natury, łaski, relacji między nimi, a także na rozumienie Boga i człowieka. Nikt z nas nie był przy stworzeniu świata, a Pismo Święte nie daje nam jasnych rozwiązań tej kwestii. Język. katolicyzm: na niebo można zasłużyć dobrymi uczynkami, władze kościoła decydują, jak należy rozumieć pismo święte, pośrednikami między Bogiem a człowiekiem są Jezus, Matka Boska i święci, odprawia się nabożeństwa maryjne, odmawia się modlitwy do świętych, celibat, istnieją zakony, nabożeństwa odprawiane są w Analiza roli niewoli awiniońskiej papieży w stosunkach między katolicyzmem a prawosławiem. Historia stosunków między kościołem wschodnim i zachodnim w XIV w. rzuca światło na podłoże konfliktów międzywyznaniowych. Toruje też drogę dalszym badaniom poświęconym temu zagadnieniu w czasach współczesnych. Głową Kościoła Prawosławnego jest Jezus Chrystus. W katolicyzmie działa zasada jedności organizacyjnej. Głową Kościoła katolickiego jest Papież. Kapłaństwo. W Kościele katolickim wszyscy kapłani składają śluby celibatu. Ortodoksyjne kapłaństwo dzieli się na duchownych i monastycyzm. Ślubowanie celibatu jest udzielane Różnica między religią a chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo różni się od wszystkich innych religii. Dlatego chrześcijaństwo nie jest religią. Ich liczba różnic zostanie wymieniona poniżej. Prosimy o dokładne przeczytanie i sporządzenie notatek, jeśli musisz. Podstawa uświęcenia Kościół i państwo ściśle współpracowały ze sobą w Cesarstwie Bizantyjskim → Bizantyjczycy wierzyli, że ich cesarz reprezentuje Chrystusa na ziemi. Cesarz został nawet ukoronowany w religijnej ceremonii. To cesarz wybierał patriarchę Konstantynopola. Cesarz kontrolował zarówno kościół jak i rząd. Różnice między Katolicyzmem a Prawosławiem 1. Czy prawosławni i rzymscy katolicy wy­znają tę samą wiarę? Nie, między wiarą prawosławnych i wiarą rzymskich katolików jest różnica, i to duża. 2. Na Kościół Prawosławny wyodrębnił się z chrześcijaństwa w wyniku wielkiej schizmy, która datowana jest na rok 1054. Różnic między rzymskim katolicyzmem a prawosławiem jest naprawdę wiele. Przyjrzyjmy się im pokrótce. Wielka schizma poprzedzona jest dwoma wydarzeniami historycznymi o podobnym charakterze. C8GrMK. Przegląd książek religijnych || Prezentujemy książkę amerykańskiego biskupa, Roberta Barrona, o dyskursie pomiędzy katolicyzmem a postliberalizmem. Chrześcijanie od dawna próbują przełamać przepaść między chrześcijaństwem a świeckim liberalizmem za pomocą filozofowania i teologizacji. W książce Po pierwsze Chrystus bp Robert Barron pokazuje, że odpowiedź na tę debatę – i sposób, aby iść naprzód – leży w Jezusie Chrystusie. Barron wykracza poza zwykłe liberalne, konserwatywne lub protestancko-katolickie podziały z postliberalnym katolicyzmem, kładąc na nacisk na narrację ewangeliczną. Robert Barron to rzymskokatolicki amerykański duchowny, biskup pomocniczy archidiecezji Los Angeles. Jest uznanym teologiem, mówcą i autorem wielu książek. Założył katolicką wspólnotę Word on Fire, która wykorzystując narzędzia nowych mediów, dociera do milionów ludzi, aby przyciągnąć ich do wiary katolickiej. „Dla chrześcijan ważne jest, aby zrozumieć implikacje tezy Barrona: «Z jednej strony nowożytność i dekadenckie chrześcijaństwo są wrogami, z drugiej jednak łączy je głęboka więź, która pozwala im przeglądać się w sobie nawzajem». Wychodząc poza «dekadenckie chrześcijaństwo», które pobłądziło, szukając punktów wyjścia w epistemologicznych i metafizycznych ślepych zaułkach charakterystycznych dla nowożytności, Barron umiejętnie łączy motywy tomistyczne i Balthasarowskie w solidną krótką summę, która traktuje o Jezusie Chrystusie, Trójcy, porządku stworzenia i etyce chrześcijańskiej. Czytelnicy poszukujący duchowej i intelektualnej odnowy znajdą w tej bardzo potrzebnej książce inspirację” – pisze o książce teolog Matthew Levering. Publikacja, wydana przez Fundację Prodoteo, jest dostępna w księgarni internetowej Contra Gentiles. Fragment książki Po pierwsze Chrystus. W kierunku postliberalnego katolicyzmu Babcia, Niezgoda i Ten, który wytrąca z równowagi Dzieło Flannery O’Connor, krótkie opowiadanie Trudno o dobrego człowieka, koncentruje się na śmiertelnym pojedynku powierzchownie pobożnej i samolubnej starszej pani oraz Niezgody – brutalnego mordercy i skazańca uciekiniera. Strach babci przed Niezgodą zostaje opisany już w pierwszym akapicie. Kiedy rodzina przygotowuje się do podróży samochodem na Florydę, babcia przypomina o czyhającym po drodze niebezpieczeństwie: „Ten bandyta, co się przezwał Niezgodą, uciekł z więzienia federalnego i zmierza w kierunku Florydy. Przeczytaj, co wyprawia z ludźmi […]. Ja bym nie wiozła dzieci w okolicę, gdzie grasuje taki zbrodniarz”. Powyższe stwierdzenie ujawnia lęk kobiety, odkrywając jednocześnie jej charakter. W trakcie lektury czytelnik przekonuje się, że jest apodyktyczna, zarozumiała i wciąż zamartwia się, że ludzie wokół nie spełniają jej wysokich moralnych oczekiwań. Dziwaczne zbiegi okoliczności, opisane przez O’Connor z typową dla niej mieszanką ironii i czarnego humoru, prowadzą do spotkania babci i jej rodziny z Niezgodą. Kiedy starsza pani wykrzykuje: „Pan jest Niezgoda! Poznałam pana od razu”, okazuje się, że przestępca jest równie przestraszony nią, co ona nim, a historia szybko osiąga punkt kulminacyjny. Podczas gdy ludzie Niezgody prowadzą kolejnych członków rodziny do lasu na egzekucję, on sam daje się wciągnąć w niezręczną debatę teologiczną z babcią: „Gdyby się pan modlił, Jezus by panu pomógł. Więc dlaczego pan się nie modli?”. Niezgoda odpowiada: „Bo nie chcę żadnej pomocy. Sam sobie radzę doskonale”. Dowiadujemy się z tej krótkiej wymiany zdań, że zarówno Niezgoda, jak i starsza pani, pomimo ogromnych powierzchownych różnic, tkwią w podobnej duchowej przestrzeni, ponieważ każde z nich jest przekonane o swej samowystarczalności. Kiedy dochodzące z lasu strzały wskazują na to, że jej rodzina jest właśnie mordowana, babcia zaczyna mamrotać: „Jezu, Jezu”. Niezgoda podejmuje wątek: „Tak, proszę pani. [...] Jezus wszystko wytrącił z równowagi. Jeżeli naprawdę tak postępował, jak nauczał, to nie ma człowiek nic innego do zrobienia, tylko rzucić wszystko i pójść za Nim, a jeżeli nie, to nie ma nic innego do zrobienia, tylko bawić się jak najlepiej przez ten krótki czas, jaki nam został, robić, co dusza zapragnie, czy zabić kogoś, czy podpalić komuś dom, czy wyrządzić mu inne świństwo. Nie ma większej przyjemności niż robienie świństw”. Chociaż to starsza pani wzywa imię Boga w akcie desperackiej pobożności, jest jasne, że to Niezgoda odznacza się bardziej dociekliwym i teologicznie głębszym zrozumieniem Jezusa. Wie, że Chrystus zmusza do dokonania wyboru, stawiając nas przez swoje słowa i działania przed znanym od Kierkegaarda albo-albo – Jezus jest albo wszystkim, albo nikim, albo ofiarowujemy Mu całe swoje życie, albo popadamy w najgorszy rodzaj egoizmu. Kiedy babcia mówi w oszołomieniu: „Może On wcale nie wskrzeszał zmarłych”, Niezgoda reaguje gorączkowo: „Nie byłem przy tym, więc nie mogę przysiąc, czy tego nie robił. Żałuję, że nie byłem przy tym. To niesprawiedliwe, że nie byłem. Bo wiedziałbym na pewno i […] nie byłbym taki, jaki jestem”. O’Connor wyjaśniała, że jej historie skupiają się na „często odrzucanej ofercie łaski” i jest to właśnie opis jednego z takich momentów. Coś pęka w Niezgodzie pod wpływem okropnych czynów, jakich się dopuszczał, oraz głębokiego zrozumienia Jezusa. Ten, kto przed chwilą deklarował swoją duchową samowystarczalność, deklaruje teraz potrzebę łaski. Dokładnie w tej samej chwili również w babci dochodzi do przemiany: „Widziała tuż przy swojej twarzy jego twarz wykrzywioną grymasem, jakby Niezgoda miał lada chwila się rozpłakać, i szepnęła: »Ależ ty jesteś jednym z moich maleństw. Jednym z moich rodzonych dzieci...«”. Długo obawiała się Niezgody, a jej lęk okazał się uzasadniony, stwierdza jednak, że łączą ich najbliższe więzy, że stanowią jedną duchową rodzinę. Oboje, pomimo przerażenia sobą nawzajem, są grzesznikami potrzebującymi łaski. Poczucie bliskości sprawia, że starsza pani dotyka ramienia Niezgody, który odskakuje niczym ugryziony przez węża i strzela kobiecie trzy razy w pierś. Babcia leży martwa w rowie, z uśmiechem na twarzy skierowanej ku niebu, a zabójca przeciera okulary. Wspólnik Niezgody wychodzi z lasu i wykrzykuje podekscytowany tym, co właśnie zrobił: „Ale zabawa!”. Niezgoda ostro odpowiada: „Nie mów głupstw, Bobby Lee. Nic już człowieka naprawdę nie bawi”. Ta pozornie niepozostawiająca nadziei uwaga kończy całą opowieść. O’Connor mówiła o swoich historiach, że są to komedie, ale czy można zaklasyfikować do tej kategorii Trudno o dobrego człowieka? Przypomnijmy sobie słowa Niezgody, że wybór istnieje między totalnym oddaniem życia Jezusowi a odnajdywaniem największej przyjemności w aktach przemocy. A jednak Niezgoda nie odczuwa radości po krwawej orgii, ekscytującej dla Bobby’ego Lee. Czy odrzucenie jednej z możliwości nie sygnalizuje przynajmniej otwarcia się na nawrócenie? Czy przecieranie okularów nie wskazuje na to, że Niezgoda zaczął widzieć rzeczywistość w nowy sposób? Oczywiście nie otrzymamy jednoznacznych odpowiedzi na powyższe pytania, ale na koniec historii wydaje się, że łaska została ponownie zaofiarowana. Rozmowa o Jezusie przemieniła pretensjonalną zarozumiałość babci w coś, co można nazwać prawdziwym współczuciem, i prawdopodobnie doprowadziła Niezgodę do skruchy niezbędnej do przeżycia metanoi. Ta niepokojąca i dziwna historia stanowi wyjątkowo udaną metaforę związku nowożytności z późnośredniowieczną formą chrześcijaństwa, która stała u jej podstaw. Chociaż nowożytny liberalizm i późnośredniowieczne chrześcijaństwo długo spoglądały na siebie z głęboką podejrzliwością, to w rzeczywistości bliscy krewniacy. Chrześcijaństwo w pewnym sensie jest rodzicem liberalizmu („Jesteś moim dzieckiem!”). Oba potrzebują zbawienia ze strony Tego, do którego w różnym stopniu się odnoszą: Jezusa Chrystusa, czyli Tego, który wytrąca z równowagi. Nie proponuję w tej książce ani nowoczesnej formy chrześcijaństwa, ani chrześcijańskiego ataku na współczesność, ale raczej chrześcijaństwo ponowoczesne czy też postliberalne, a więc spojrzenie na Boga i świat rodzące się z nieustannie zaskakującego wydarzenia Jezusa Chrystusa, które wykracza poza przekonania zarówno współczesności, jak i tradycyjnie rozumianego chrześcijaństwa. Czytaj też:Przegląd religijny: "Msza Wszech Czasów" abp. Marcela Lefebvre'aCzytaj też:Przegląd religijny: "Ateista, którego nie było, albo straszne konsekwencje złych argumentów" Sam wyraz „prawosławie” wywodzi się z języka greckiego i oznacza „prawidłową wiarę”. Ten odłam powstał na bazie pierwotnego chrześcijaństwa, na przełomie II i III wieku. W 692 roku doszło do zerwania kościołów wschodnich z rzymskim. Zasady i doktryny prawosławia tworzyły się przez przeszło 600 lat w czasie soborów i synodów. Procesowi temu towarzyszyły schizmy i herezje. Prawosławie – cechy Prawosławie składa się z trzech podstawowych wymiarów. To: życie, kult i nauczanie doktrynalne moralności oraz wiary. Główne prawdy wiary w prawosławiu wyznacza tekst Składu Apostolskiego, czyli Wierzę w Boga. Prawosławni wierzą w jednego Boga w trzech Osobach, w Jezusa Chrystusa, który jest jednocześnie Bogiem i człowiekiem, a także świętych obcowanie. Uznają też Matkę Bożą i wierzą w jej dziewictwo. To właśnie Matce Bożej poświęcone są najbardziej rozwinięte obrzędy. Cerkiew naucza o grzechu pierworodnym każdego człowieka, pokusach Szatana, Bożej łasce potrzebnej do zbawienia i Sądzie Ostatecznym na końcu świata. W prawosławiu funkcjonuje też kult świętych, którzy wstawiają się u Boga w sprawach wiernych. Ważnym elementem prawosławia są bogato zdobione cerkwie i barwne ikony. Źródłem wiary prawosławnej jest Pismo Święte i tradycja. Cerkiew podobnie jak Kościół katolicki głosi nierozerwalność małżeństwa, a pożycie seksualne łączy z funkcją prokreacyjną. Z tego powodu prawosławie odrzuca antykoncepcję, a akty homoseksualne uznaje za grzech, ponieważ nie są one zgodne z naturą. Mimo to nie odrzuca osób homoseksualnych i apeluje o szacunek dla nich. Prawosławie a katolicyzm Prawosławie ma wiele kwestii wspólnych z katolicyzmem. Różnica między tymi religiami dotyczy uznania papieża za zwierzchnika. Cerkiew prawosławna nie akceptuje papieża, ale prymat Patriarchy Konstantynopola. Sakramenty w prawosławiu dzieli się na trzy kategorie. Sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego to: chrzest, bierzmowanie i Eucharystia. Sakramenty uzdrowienia to: spowiedź i namaszczenie chorych, a sakramenty w służbie komunii to: święcenia i małżeństwo. Ponadto prawosławie nie przyjmuje dogmatu o Duchu Świętym, który pochodzi od Ojca i Syna. Ich zdaniem Bóg Ojciec jest źródłem zarówno Syna jak i Ducha Świętego. Prawosławni nie praktykują odpustów, nie wierzą w czyściec ani dogmaty o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Cerkiew odrzuca także celibat diakonów i księży. Duchowni prawosławni mają obowiązek noszenia brody. Różnice widoczne są też w czasie samej Eucharystii. Komunia w Cerkwii udzielana jest pod postacią czerwonego wina i kwaśnego chleba. Kolejna różnica to sposób żegnania się. Prawosławni czynią znak krzyża trzema palcami, a nie pięcioma jak katolicy. Prawosławie w Polsce Prawosławie w Polsce jest aktualnie drugim pod względem liczebności wiernych, wyznaniem. Zaraz po Kościele katolickim. Na terenie naszego kraju żyje ponad pół miliona wiernych skupionych w Polskim Autokefalicznym Kościele Prawosławnym. Kościół ten liczy łącznie sześć diecezji: lubelsko-chełmską, przemysko-nowosądecką, białostocko-gdańską, łódzko-poznańską, warszawsko-bielską i wrocławsko-szczecińską. W diecezjach prawosławnych działają 233 parafie, a zwierzchnikiem polskiego Kościoła prawosławnego jest Arcybiskup Metropolita Warszawski i całej Polski, który pełni jednocześnie funkcję ordynariusza diecezji warszawsko-bielskiej. Na terenie Polski znajduje się także siedem prawosławnych klasztorów, czyli monasterów. Cztery z nich to klasztory męskie w: Supraślu, Jabłecznej, Ujkowicach i Sakach. Kolejne trzy to klasztory żeńskie w: Grabarce, Dojlidach i Wojnowie. Prawosławni mają w Polsce też swoje sanktuarium pielgrzymkowe. Znajduje się ono na Świętej Górze Grabarce i nazywane jest „prawosławną Jasną Górą”. Liturgia w polskim Kościele prawosławnym sprawowana jest zwykle w języku cerkiewnosłowiańskim. Wyjątkiem są kazania i czytania Pisma Świętego, do których wprowadzany jest język polski. Informacje na temat prawosławia w Polsce można znaleźć na stronie parafii prawosławnej św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie: Chrześcijanie i muzułmanie (I) Czy różnice między nami w ogóle mają sens? Pytanie to gra na dwóch możliwych znaczeniach słowa «sens». Przyjrzyjmy się więc nieco bliżej różnicy jako znakowi oraz różnicy jako drodze. W przypadku różnicy postrzeganej jako «znak» można w niej widzieć także odpowiednik słowa «znaczenie». W takim razie różnicom między chrześcijanami a muzułmanami przypisywalibyśmy funkcję niemal sakramentalną, sytuującą owe różnice w odniesieniu do rzeczywistości rozleglejszej i bardziej sekretnej (każdy nosi w sobie tęsknotę za tą więzią); rzeczywistości przeczuwanej, ale niedostępnej w obrębie horyzontu naszych zmysłów, chyba że w stanie cząstkowym — tak jak ręka i głowa sterczące nad murem najpierw są postrzegane jako byty osobne, a dopiero pojawienie się człowieka przesłoniętego jeszcze murem w końcu dowiedzie, iż ręka i głowa mają wspólne „znaczenie” — istnieją jako części człowieka. Jeśli więc Bóg naprawdę jest Jedyny, jeśli Bóg Mahometa i Bóg Jezusa Chrystusa nie są dwoma różnymi bytami, to jakże Bóg miałby nie pozwolić do siebie dotrzeć nawet ponad kontrastami czy wręcz sprzecznościami «znaków», którymi się posługuje? Czyż nie pragnąłby tu i tam dać się rozpoznać? To ważne pytanie, gdyż chodzi o kwestię jedyności tego Boga, który jest wszystkim dla nas i między nami. Naszym zadaniem jest więc zebrać rozmaite wezwania Boga, „który przemówił do ludzi”10, aby On sam nas odesłał do ukrytego znaczenia Pism, a także doprowadził nas do odkrycia pełnego powołania człowieka, zarysowującego się poprzez wszystko, co nadaje sens ludzkiemu życiu. W ten sposób zostanie nam dana przygoda wszechczasów, długotrwała i stymulująca, w której człowiek — poraniony i okaleczony sam w sobie — w końcu odnajduje siebie pełniejszego w uważnym i współczującym obliczu nieoczekiwanego brata, który pochyla się nad nim na skraju drogi i okazuje się jego bliźnim, choćby nawet w swojej inności. Jest to ukazane w przypowieści o dobrym Samarytaninie (zob. Łk 10, 29-37). Istnieje jednak pewna różnica: jest on «samarytaninem», człowiekiem litościwym, uznanym za obcego, ma opinię poganina. W nauczaniu Jezusa zaś inność staje się służebna wobec wspólnego powołania: „Idź, i ty czyń podobnie!”. W przypadku różnicy czy inności postrzeganej jako «droga», mamy do czynienia z innym znaczeniem słowa «sens» — zawierającym pojęcie ukierunkowania. Rozumiane w ten sposób kojarzy się bezpośrednio z obraniem kierunku. Jawi się zatem jako zaproszenie do wyruszenia w drogę, do wyjścia poza samego siebie — po to, by uniknąć ryzyka zasklepienia się w swojej odmienności i bycia już tylko zamkniętą świątynią jakiegoś bożka. Wiemy, z jakim naciskiem Koran przedstawia się jako „kierunek” (huda) dany przez Boga, który „prowadzi ku drodze prostej, kogo chce” (24, 46 i paralel.). Jezus jest „drogą” (J 14, 6), która w odróżnieniu od wszystkich innych dróg, kończy się dopiero w Bogu. Tutaj jednak trzy monoteizmy rozpoznają w tym samym tropie drogę otwartą przez ich duchowego przodka, Abrahama: „Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11, 8). Po nim tylu innych jeszcze wyruszyło w drogę, pozostawiając za sobą bożki sekciarstwa, aby „nieznanemu Bogu”, którego nagłe wezwanie wytrąciło ich z równowagi, udzielić odpowiedzi na pytanie: „Kto jesteś, Panie?” (Dz 9, 5). To dlatego na każdym zakręcie nawrócenia objawia się Bóg — zawsze „większy niż nasze serca” (1 J 3, 20). Jakże więc nie uznać, że powołanie Abrahama do pielgrzymowania w tajemniczy sposób kryje się w najważniejszych dorocznych chwilach życia wiary trzech monoteizmów: żydowskiej Paschy, chrześcijańskiej Wielkanocy oraz muzułmańskiego święta ofiar, związanego z pielgrzymowaniem do Mekki? Każde z tych świąt ma sens i zawiera w sobie łaskę jedności dla wspólnoty wiernych zgromadzonych w czasie i przestrzeni. O ile drogi są różne, radość, jaka wydaje się płonąć w sercu każdego z tych uroczystych wydarzeń, mogłaby doprowadzić, wiodąc z różnych stron, do tej samej gospody — tam, gdzie oczy otwierają się przy dzieleniu jednego chleba, upieczonego z miłości dla całej rzeszy ludzi. Od tej chwili możemy odnaleźć w sobie pewność, że dialog, niezależnie od tego, czy toczy się między różnowiercami — w tym przypadku między chrześcijanami a muzułmanami — i jest podjęty w wierze, a więc w poszukiwaniu «znaków», czy też jest przeżywany w nadziei jako droga, która nieustannie się rozwija, musi znaleźć mocne i niewyczerpalne oparcie w Dobrej Nowinie, którą jedni i drudzy, choć za pośrednictwem rozbieżnych form wyrazu, w swoim głębokim przekonaniu otrzymali od Boga. Kiedy chrześcijanin wsłuchuje się w innego — co jest aktem niezbędnym — stałym bodźcem dla niego powinien być przykład Jezusa, który sam był tak bardzo uważny wobec tych wszystkich, których błędem i ułomnością było to, że nie byli „jak inni”... Wszak sam Chrystus także był postrzegany jako inny. Właśnie od tego zaczęło się zgorszenie, by sięgnąć szczytu w określeniu, którego użył sam Jezus, mówiąc o swojej inności i „czyniąc się równym Bogu” (J 5, 18), że jako Syn stanowi jedno z Ojcem (zob. J 10, 30). Dramat zaś wypełnił się w niesłychanym roszczeniu, żeby zgromadzić wszystkich ludzi w ich różnorodności (zob. J 17, 21) i za pośrednictwem Krzyża (zob. J 3, 14-16). Niemniej Kościół Pięćdziesiątnicy, depozytariusz jedynej misji zgromadzenia w żyjącym Chrystusie, musi dawać świadectwo również o tych innych, tajemniczych słowach Jezusa: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” (J 14, 2). Jakże w takim razie mógłby się dziwić ową wszechobecną realnością inności, która skłania go do rozpoznawania śladów Ducha, pracującego nad rozszerzeniem przestrzeni jego serca? Właśnie w imię tego wezwania, które nieustannie posyła nas na obcą ziemię, w jakiejś mierze opuścić musimy „swojski krajobraz naszych religijnych pewników”11 oraz język, w którym je wyrażaliśmy, aby zgłębiać — z Bożą łaską, jeśli Bóg pozwoli — tradycję muzułmańską, a nade wszystko słowa Koranu. Musimy odczytać na nowo wersety Księgi, w których inność jest ogłaszana, czasem surowo piętnowana, a jeszcze częściej ofiarowana jako znak Jedynego i nawet jako droga do Niego, „dla tych, którzy pojmują”. Jak zobaczymy, wiele spośród tych tekstów budzi pośród chrześcijan pytania niemalże od początku ich dziejów, tak wcześnie naznaczonych podziałami i duchowymi rozłąkami. To bolesne stwierdzenie nie powinno jednak stawiać nas na pozycjach obronnych ani czynić nas obojętnymi defetystami. Wręcz przeciwnie: może ono przyczynić się do pogłębiania i uzasadniania nowych dróg ekumenizmu. Czyż dzisiaj stopniowo nie odkrywamy na nowo pośród chrześcijan niezastąpionej wartości naszych skontrastowanych stanowisk, o ile tylko przestają one rościć sobie pretensje do izolowania się, usztywniania czy kreowania się na ostateczną i powszechną normę? Może się okazać, że niekiedy warto przewiedzieć, a nawet przyjąć krytykę... Czy mamy prawo cytować teksty koraniczne, i to w dużej liczbie, nie wspominając o rozbieżnych interpretacjach, jakich były one przedmiotem w obrębie tradycji muzułmańskiej? Czyż nie jest to miejsce na wspomnienie o prawie do inności? I to właśnie w imię Ducha, który oświeca dobrą wiarę poszukujących i pomaga im wydobywać ze skarbu Boga rzeczy „nowe i stare”. Czyż bowiem wiara każdego człowieka o prawym sercu nie jest skarbem Boga? A w jeszcze głębszym sensie istnieje prawo do komunii, które należy do najpewniejszych i najwspanialszych tradycji chrześcijańskich, „przypominane” w Eucharystii — jest to tajemnica wiary w najwyższym stopniu. Który uczeń Chrystusa podważyłby owo prawo, nie wykluczając siebie samego z daru Boga? Czyż nie mogłoby ono być najlepszym kluczem do lektury zazdrosnego instynktu islamu, świadczącego o Jedynym jako Niezgłębionym? Nie, inność nie może pozostawić obojętnym tego, kto wie, że został wezwany po imieniu, jedynym imieniu w sercu Boga, jego Ojca. I to wezwanie przeznacza go do przyjmowania rzeszy ludzi jako jedynych braci, których ma kochać z uwagi na pierwotną więź każdego z nich z Panem wszelkiego życia. 10 Sobór Watykański II, Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, Nostra aetate, nr 3. 11 List biskupów Afryki Północnej z 17 lipca 1977 roku, „Documentation Catholique”, nr 1724 (1977), kol. 679—681. opr. ab/ab